Co zrobić, kiedy perspektywa balu w gronie rodziców i ich gości wydaje się nie do zniesienia? Można uciec się do pomocy własnych znajomych. Bohaterka Debiutantki poznaje w zoo młodą hienę, a ta nigdy jeszcze nie była na balu i po prostu zżera ją ciekawość. Poza wyglądem zwierzęcia nic stoi na przeszkodzie, by poszło na bal zamiast przyjaciółki. Trzeba zatem znaleźć stosowne przebranie. Strój zamordowanej i zjedzonej pokojówki, która właśnie puka do drzwi panieńskiego pokoju, świetnie się nada. Jej odgryziona twarz będzie znakomitą maską.
To najsłynniejsze bodaj opowiadanie Leonory Carrington wiele mówi o jej wyobraźni i zdradza pragnienia bohaterek, z którymi dzieliła niejedną udrękę. Zwierzęta są ich najwierniejszymi przyjaciółmi, a do wyższych sfer i hieratycznych porządków odnoszą się z nieskrywaną pogardą. Metamorfozy postaci, krwawe obrzędy i jatki otwierają im drogę ucieczki z nieprzyjaznego świata i pozwalają rozprawić z wrogami.
Zwierząt tu co niemiara, i zwykle są elokwentne. Nie brakuje też ludzko-zwierzęcych hybryd, także wygadanych, rodem pewnie z celtyckich mitów, którymi w dzieciństwie karmiła autorkę pochodząca z Irlandii babka. Areną przygód tych przedziwnych stworzeń są zwykle dwór albo salon, spotykają tam ekscentrycznych arystokratów, przedstawicieli nauki i medycyny, ministrów i premiera, a nawet samą królową. Dworska i salonowa etykieta jest dla Carrington niewyczerpanym źródłem inspiracji, subwersja kodeksów i protokołów, które w młodości próbowały wytyczyć granice świata pisarki, sprawia jej wielką radość. Autorka Siódmego konia buduje swój literacki świat z parodii i kpiny, a te działają najlepiej, gdy przedmiot żartu zna się z autopsji.

