“Monolok” – βBo to przecieΕΌ rΓ³ΕΌnie bywaΕo, czasem Εwiat, czyli GrochΓ³w, wyglΔ daΕ, jakby ktoΕ przy przycinaniu baczkΓ³w ciachnΔ Ε ucho. A czasem jak niezamiecione wΕosy uΕoΕΌone w dziwne podΕogowe pukle. I piΔknie, i strasznie trochΔβ.
Stary fryzjer z Grochowa wspomina ludzi, ktΓ³rych strzygΕ, kobietΔ, ktΓ³rΔ kochaΕ, i miasto blednΔ ce pod coraz grubszymi warstwami nowoczesnoΕci. MΓ³wi, jakby goliΕ czas: powoli, z wprawΔ , czasem pod wΕos. UrodziΕ siΔ w roku czterdziestym w Warszawie, βani dobry rok, ani dobre miejsceβ. Potem sierociniec, szkoΕa fryzjerska, miΕoΕΔ, praca, ludzie, miasto. KaΕΌde wspomnienie ciΔ gnie za sobΔ nastΔpne, a jego wΕasne ΕΌycie plΔ cze siΔ w opowieΕciach tych, ktΓ³rzy siadali w jego fotelu, demokratycznie: doliniarz i profesor, Εlusarz i literat. I pΕynΔ historie: o goΕΔbiarzach, kociarach, siostrach tarocistkach, o zakopanych dzwonach, pΕonΔ cych ΕabΔdziach, niedowidzΔ cym listonoszu i kobiecie raΕΌonej piorunem. Wszystko w tym maΕym-wielkim kawaΕku Warszawy.
Monolok, ten traktat o strzyΕΌeniu wΕosΓ³w, jest lirycznΔ balladΔ o Εwiecie, ktΓ³ry trwa jedynie w pamiΔci, i wielkΔ pochwaΕΔ daru snucia opowieΕci. βBo nawet jeΕli wszystko zmyΕlone, to przecieΕΌ zostaΕoβ.

